niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 10



Chłopak pocałował mnie delikatnie, po czym począł całować moją szyję. Odchyliłam głowę w bok. Poczułam jak Niall się uśmiecha, przez co ja też się uśmiechnęłam.
Blondyn powoli uniósł mnie ku górze, po czym ruszył korytarzem do, jak mniemam, jego sypialni. Kiedy znaleźliśmy się już w pomieszczeniu znów postawił mnie na ziemi i odsunął się. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, a ten tylko szelmowsko się uśmiechnął. Ja jednak już nie byłam w stanie tego odwzajemnić. Strach zaczął nade mną górować, a dłonie trzęsły się niemiłosiernie. Niall chyba to zauważył, gdyż znalazł się przy mnie po chwili.
-Boisz się? – zapytał, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. To chyba oczywiste! – Dobra, dobra, tylko się droczę. – czy on próbował rozładować napiętą atmosferę? Nie udało mu się to.
Znów mnie pocałował, lecz teraz jego dłonie znalazły się pod moją koszulką. Ponownie zadrżałam. Zaczął powoli unosić tunikę do góry, a ja stałam jak sparaliżowana. Gdy już pozbył się jej całkowicie znów się odsuną i zmierzył mnie wzrokiem.
 Po chwili leżałam na łóżku, a nade mną nie znajdował się nikt inny jak blondyn. Teraz całował mój brzuch. Cały czas z taką samą delikatnością i wyczuciem. Zachichotałam, kiedy delikatnie mnie połaskotał. W przeciągu kilku chwil byłam już w samej bieliźnie, co nie było zbyt komfortowe i próbowałam za wszelką cenę się zakryć. Moje poczynania zostały jednak przerwane.
-Jesteś piękna. Nie zakrywaj się. – wyszeptał chłopak, układając moje ręce po obu stronach mojego tułowia. Mocno zaciągnęłam się powietrzem, kiedy poczułam dłonie Nialla pod moimi plecami. Delikatnie odpiął stanik, na co ja tylko mocniej zacisnęłam oczy.
-Popatrz na mnie, kochanie. – rzekł, a ja uchyliłam powieki. Zobaczyłam ten cudny uśmiech i aparat na zębach. – Nie bój się. – cmoknął mnie w nos, po czym znalazł się niżej i, o zgrozo!, pozbył się moich majtek. Jestem pewna, że wyglądałam gorzej jak rak! Poczułam chłód w dolnych partiach ciała, ale po chwili znalazł się tam delikatny dotyk chłopaka. Znów gwałtownie wciągnęłam powietrze. Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie dotykał. To było takie… inne. Jednak nie mniej przyjemne.
Jego place delikatnie masowały moje czułe miejsce, co jakiś czas zwiększając prędkość. Wiłam się pod jego dotykiem niczym zaklinany wąż, a Niall tylko głupawo się uśmiechał. Po chwili poczułam jak wsuwa we mnie palec i delikatnie go przekręca. Jęknęłam cicho na tę rewelację. Po chwili moje jęki stały się głośniejsze, aż w końcu doszłam z imieniem chłopaka wymalowanym na ustach. Ruszał jeszcze przez chwilę palcami i w końcu wyciągnął je, po czym, O. Mój. Boże, oblizał je, patrząc mi głęboko w oczy. Byłam wykończona. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś takiego. On nie był moim pierwszym chłopakiem, chociaż do tej pory nie wiem czy mogę go tak nazywać, ale z żadnym byłym nie posunęłam się tak daleko.
-Żałujesz? – zapytał kładąc się obok mnie, przy okazji nakrywając mnie kocem.
-Chyba… chyba nie. – odpowiedziałam nie pewnie patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Chyba?
-Na pewno nie. – usłyszawszy te słowa uśmiechną się szeroko i pocałował mnie czule.

Niall’s P.O.V.

                Nie wierzę, że Amy mi na to pozwoliła. Czuję się tak… dziwnie. Nigdy wcześniej nie robiłem takich rzeczy. To zawsze był tylko szybki numerek i każde szło w swoją stronę. Dlatego teraz byłem z siebie w jakimś sensie dumny. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo sam nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Moje zdziwienie było wielkie, kiedy dziewczyna podniosła się z łóżka i zawinęła w koc.
-Ejjj! Gdzie idziesz? – zapytałem z pretensją.
-Pod prysznic – puściła mi oczko i zniknęła za drzwiami. Leżałem jeszcze chwilę wpatrując się w sufit, ale gdy zaczęło mi się nudzić podniosłem się do pozycji siedzącej. Z nudów sięgnąłem po telefon blondynki. Zdziwiło mnie to, że nie jest zabezpieczony kodem. Na tapecie widniały dwie dziewczyny. Jedną z nich na pewno była Amy. Poznałem to po jasnych włosach. Włosy drugiej dziewczyny były rude. „Pewnie farbowane” pomyślałem. Obie nastolatki były mocno opalone, jednak jedna była niższa od drugiej. Śmiały się do obiektywu i wyglądały na osoby, które cieszą się chwilą i nie przejmują się zbytnio przyszłością.
-Niall co ty… - Amy zbladła, gdy zobaczyła co trzymam w ręce.
-Ja… Kim jest ta dziewczyna obok ciebie?
-To.. – jej głos się załamał – to moja siostra. Ona… nie żyje. – po jej policzkach pociekły łzy. Szybko wstałem i przytuliłem blondynkę do siebie. Jej ciałem, raz po raz, wstrząsał spazmatyczny szloch. Próbowałem ją uspokoić, szepcząc do ucha czułe słówka, lecz to na nic się zdało. Powoli uniosłem ją ku górze i poniosłem na łóżko. Położyłem ją i sam ułożyłem się obok. Dziewczyna cały czas zanosiła się płaczem, a ja cały czas nie wiedziałem jak ją uspokoić. W końcu postanowiłem pozwolić  jej wypłakać się na moim ramieniu.
-To było dwa lata temu – usłyszałem po chwili. – Ona… skończyła niedawno osiemnaście lat i odebrała prawko. Byłyśmy na przejażdżce nowym-starym samochodem (edit: mam na myśli używany), który dostała od rodziców. Muzyka grała na fula, my byłyśmy całe roześmiane. Nic się dla nas nie liczyło, tylko dobra zabawa. Nagle zadzwonił telefon. Mnie nie chciało się sięgać po niego na tylne siedzenie, więc Katy uparła się, że to zrobi. Puściła kierownice, a kiedy zorientowała się, że jesteśmy na przeciwległym pasie, było już za późno. Z dość dużą prędkością wjechałyśmy w tira. Ona… Ona umarła na miejscu, a mnie się nic nie stało. Zaledwie kilka siniaków. Do dzisiaj nie mogę wybaczyć sobie, że nie odebrałam tego cholernego telefonu. Gdyby nie to, Katy nadal by żyła. Nadal byłybyśmy szczęśliwe razem. To wszystko to moja wina. – znów zaszlochała. Nie spodziewałem się, że opowie mi tą historię.
-To nie twoja wina, skarbie.
-A właśnie, że tak! Gdyby nie ja, ona nadal by żyła!
-Spokojnie – oplotłem ja mocno ramionami – Katy na pewno tak nie sądzi. Na pewno nie chce, żebyś brała całą winę na siebie. – szepnąłem.
-Ale jak tak cholernie źle się z tym czuję.
-Wiem, kochanie… Wiem. – szepnąłem, ale ona nie powiedziała już nic.
Leżeliśmy jeszcze trochę, ale w końcu ja też postanowiłem pójść się wykąpać. Delikatnie ułożyłem ciało Amy na poduszkach. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnęła.

Amy’s P.O.V.

                Obudziło mnie delikatne smyranie po plecach, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki. Mruknęłam niczym kot, po czym powoli uchyliłam powieki.
Zobaczyłam nad sobą uśmiechniętą twarz Nialla.
-Hejj. – wymruczałam, rozciągając się przy tym.
-Cześć, kochanie. – odpowiedział i pocałował mnie w usta. Usiadłam powoli i chwyciłam telefon w dłoń. 28 nieodebranych połączeń i milion pięćset sto dziewięćset wiadomości tekstowych. Moja mina musiała być nietęga, gdyż chłopak zaraz usiadł koło mnie.
-Stało się coś? – zapytał.
-Taaa, rodzice się stali. Pewnie dostane szlaban do końca życia za to, że nie zadzwoniłam. – zakryłam twarz dłońmi. – Muszę zadzwonić do mamy – rzekłam, po czym szybko wybrałam jej numer.
-AMY! Gdzie ty, do jasnej cholery, jesteś?! Nawet nie wiesz co my tu z ojcem przeżywamy! Chcieliśmy już na policję dzwonić! – moja rodzicielka tak się darła, że byłam zmuszona odsunąć telefon od ucha, żeby  nie rozsadziło mi bębenków.
-Mamo – powiedziałam spokojnie, niestety to nie podziałało. – MAMO! – no, i teraz się uciszyła. – Spokojnie, nic mi nie jest, jestem u… Molly, robiłyśmy razem projekt na matmę i trochę się zasiedziałyśmy. Przepraszam, że nie dałam ci znać, kompletnie wyleciało mi to z głowy.
-Dobrze… dobrze, ale wróć niedługo do domu. – powiedziała, po czym się rozłączyła. Westchnęłam głęboko i ciężko opadłam na łóżko. Nialler od razu się do mnie przytulił.
-Muszę się niedługo zbierać.
-Spokojnie, mamy jeszcze czas. – jego ciepła dłoń znalazła się pod moją koszulką, na brzuchu. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Uśmiechnęłam się delikatnie. Kochałam takie momenty. Nie musiałam się martwić żadnymi ważnymi sprawami. Byłam tylko ja i osoba, na której mi zależy. Idealny świat. Mogłabym tak leżeć calutką wieczność.

                -Wstawaj, kochanie. – usłyszałam cichy szept, tuż nad uchem, a po chwili ciepły podmuch wiatru na mojej szyi. Mruknęłam cicho.
-Która godzina? – zapytałam zachrypniętym głosem.
-Dochodzi trzynasta. – odpowiedział chłopak zerkając przez ramie na zegarek.
-Matko Boska! – prawie krzyknęłam, siadając jednocześnie na łóżku. – Muszę wracać do domu! – po chwili już byłam w łazience przebierając się w rzeczy z poprzedniego dnia.
-Odwiozę cię – usłyszałam z progu. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Nialla opierającego się o framugę drzwi.
-Jesteś kochany – odpowiedziałam. Pocałowałam go szybko w usta i razem ruszyliśmy w stronę wyjściowych drzwi.

_________________________________________________
Cześć, kochani! Niestety nie wyrobiłam się w czasie:P Rozdział miał się pojawić wczoraj, ale nie miałam kiedy go dokończyć. Ale oto jest! Rozdział ze sceną +18, jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o takie sprawy. Mnie się to kompletnie nie podoba, ale nie potrafiłam wymyślić nic lepszego. Jestem ciekawa co wy sądzicie na ten temat;) Czekam na komentarze i mam nadzieję, że rozdział się podobał. 
Dobranoc, Misiaki:**

6 komentarzy:

  1. Świetny, a z czasem to spóźniłaś się 8 minut hahaha
    Czekam na next :)
    Pozdrawiam, Natalia Horan haha :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, hahaha :D Uroki wracania do domu o 23 i kończenie i sprawdzanie rozdziału :P

      Usuń
  2. Rozdział zajebisty. Czekam na następny. Loffciam <333

    OdpowiedzUsuń
  3. O K-U-R-W-A kurwa. Nie wierze ze to napisałaś i tasz SZCZEGÓŁOWO opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam za spam. :)
    Zapraszam na TŁUMACZENIE opowiadania o Harry'm. ----> http://you-were-pregnant-tlumaczenie.blogspot.com/
    Zostawił mi wiadomość, a następnie zostawił mnie dla Taylor Swift, kiedy byłam w pierwszym miesiącu ciąży. Nie wiedział. Nie chciałam psuć jego relacji, więc trzymał to w tajemnicy. Teraz widzę, Liam'a po 3 latach, a on jest w szoku. Co się stanie, kiedy przekona mnie do odwiedzenia innych chłopców z One Direction? A ważniejsze, co Harry powie?

    OdpowiedzUsuń