*Niall’s P.O.V*
-Mamo,
tato, to jest Niall, mój…. Przyjaciel – co?! Czy ja się, kurwa, przesłyszałem?!
Nazwała mnie swoim przyjacielem?! Przecież… Nie, to nie możliwe. Nie po tym
wszystkim co razem zrobiliśmy.
-Miło mi państwa poznać – wyciągnąłem dłoń ku ojcu Amy,
gdy już otrząsnąłem się z mojego wewnętrznego szoku.
-Nam… też jest miło – odpowiedział po chwili. Nie musiał
nic mówić. Doskonale wiedziałem co o mnie myśli. No bo przecież co można myśleć
o osobie z ciałem skąpanym w tatuażach i kolczykami w twarzy? No właśnie,
raczej nic pozytywnego.
-To… ja może już pójdę – powiedziałem, wskazując ręką na
drzwi. No i nici z moich planów…
-Nie – usłyszałem matkę Amy – Możesz zostać na kolacji,
jeśli chcesz – szybko spojrzałem na Amy. Jej oczy były wielkości spodków. Chyba
była zdziwiona równie mocno co ja.
-Nie… Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia i tak za
chwilę musiałbym uciekać. – powiedziałem szybko.
-No, dobrze. W takim razie zostawimy was samych. –
Nareszcie! Pomyślałem, a gdy tylko drzwi się zamknęły spojrzałem na blondynkę.
-Dlaczego powiedziałaś, że jestem twoim przyjacielem?
-A co miałam powiedzieć? Mamo, tato to mój chłopak?
-Tak, właśnie to miałaś powiedzieć – warknąłem. Amy
usiadła na łóżku po czym schowała twarz w dłoniach.
-Niall, ja nie wiem… Ja naprawdę nie wiem na czym stoję.
Ani ja, ani ty się nie zdeklarowaliśmy. To jest trudne.
-Wcale nie. – rzekłem już łagodniej – Wcale nie jest
trudne. Naprawdę chcę być z tobą w normalnym związku. – ukucnąłem przed nią i
złapałem jej dłonie w swoje, tym samym odsłaniając jej piękną twarz. – Chcę,
żebyś była moją dziewczyną, Amy i… nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale chcę
chodzić z tobą na randki i robić te wszystkie inne rzeczy, które robią
zakochani, bo jestem w tobie zakochany, kochanie. Tylko teraz pytanie czy ty
też tego chcesz? Czy ty też chcesz mnie jako swojego chłopaka i czy chcesz
robić te wszystkie kiczowate rzeczy, które robią zakochani ludzie? – spojrzałem
na nią niepewnie. Wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami. I teraz
nie wiedziałem co mam myśleć. Przez chwilę myślałem, że zrobiłem z siebie
idiotę mówiąc to wszystko, że ona tak naprawdę nie czuje tego samego.
-Och, Niall – w jej oczach zabłysły łzy – Tak bardzo cię
kocham. Tak, chcę tego wszystkiego. Chcę robić te wszystkie kiczowate rzeczy,
które robią zakochani i chcę robić je z tobą. – uśmiechnąłem się szeroko, gdy
usłyszałem te słowa i pocałowałem ją. Z całą swoją miłością, jaką tylko mogłem
z siebie wykrzesać. Boże, jestem zakochany. Ja, Niall Nigdy Się Nie zakocham
Horan… zakochałem się. To takie dziwne uczucie.
-Niall – szepnęła cicho – dlaczego, sądziłeś, że nigdy
nie powiesz tego wszystkiego?
-Ponieważ… Ponieważ nigdy nie wiedziałem co to miłość,
nigdy jej nie zaznałem. Dlatego.
-Och, Niall, o czym ty mówisz?
-Może kiedyś opowiem ci całą historię. Teraz jest na to
za wcześnie. – cmoknąłem ją w usta, już chciałem popchnąć ja na łóżko, gdy
usłyszałem pukanie do drzwi.
-Amy, Niall? Co wy tam robicie? – zapytała jej matka.
-Nic, mamo – powiedziała Amy. – Tylko rozmawiamy. – I
drzwi otworzyły się, a oczy matki blondynki zrobiły się niczym pięciozłotówki.
To pewnie dlatego, że zobaczyła mnie, klęczącego przed Amy, z dłońmi na jej
kolanach.
-Przyjaciel, tak? – zapytała niedowierzając.
-Teraz już nie, mamo. Teraz to mój chłopak – dziewczyna
powiedziała delikatnie.
-O, nie, Amy. Ja się na to nie zgadzam.
-Nie obchodzi mnie to. Za chwilę będę pełnoletnia. Mam
prawo decydować o sobie.
-Dobrze, rób jak uważasz, ale nie przychodź do mnie z
płaczem jeśli on cię skrzywdzi.
-O to nie musi się pani martwić – powiedziałem. – Nigdy w
życiu jej nie skrzywdzę.
*Amy’s
P.O.V*
Moja
matka wyszła z pokoju trzaskając drzwiami . Wiedziałam, że tak będzie. Nigdy
nie pochwalali tego co robię. A po śmierci mojej siostry zrobiło się jeszcze
gorzej. To ja zawsze byłam tą gorszą. Katy zawsze miała lepsze oceny, wszystko
w życiu jej wychodziło. Ale nie winiłam jej za to. Kochałam ją najbardziej na
świecie, a po jej śmierci nie potrafiłam się pozbierać. Mimo wszystko, rodzice
zawsze woleli Katy, po pewnym czasie już nawet przestałam się starać. Po prostu
się poddałam, ponieważ doszłam do wniosku, że po co mam się starać, skoro to i
tak nic nie daje.
-Halooo, Amy, słuchasz mnie? – Niall pomachał mi dłonią
przed twarzą.
-Co? Co mówiłeś. Przepraszam, zamyśliłam się.
-Mówiłem, że lepiej będzie jak już pójdę.
-Skoro chcesz, to okay – wzruszyłam ramionami.
-Co się stało?
-Nic się nie stało, a co się miało stać?
-Zmarkotniałaś. Powiesz mi, co się stało?
-Po prostu… coś mi się przypomniało. – szepnęłam i już
wiedziałam, że blondyn tak łatwo mi nie odpuści.
-Powiesz mi?
-Nie, Niall, nie dzisiaj.
-No dobrze. Uciekam, kochanie. Mam nadzieję, że spotkamy
się jutro. – rzekł, po czym pocałował mnie w usta.
-Jasne – posłałam mu delikatny uśmiech – Do zobaczenia.
I wyszedł, zostawiając mnie samą z moimi myślami.
-Amy! Zejdź na chwilę na dół! – usłyszałam glos mojej
mamy. Niechętnie podniosłam się z łóżka i ruszyłam w dół, po schodach.
-Co się stało?
-Nie będę owijać w bawełnę. – moja mama była wściekła.
Zerknęłam na tatę, a on tylko spojrzał na mnie ze współczuciem. – Nie podoba
nam się ten chłopak i nie chcemy, żebyś się z nim spotykała.
-Ale to chyba moja sprawa z kim się spotykam, prawda?
Chciałam i przypomnieć, że za dwa tygodnie skończę osiemnaście lat. Chyba mam
prawo o sobie decydować, prawda?
-Nie, dopóki mieszkasz z nami pod jednym dachem. –
powiedziała z groźbą w głosie.
-Ann, daj spokój. Ona ma rację. – odezwał się mój tata.
Chociaż raz stanął po mojej stronie!
-Zamknij się, Jack, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że
tolerujesz tego chłopaka!
-Wcale tego nie powiedziałem. Po prosty Amy ma rację.
Niedługo będzie dorosła, więc ma prawo decydować o samej sobie. A ty choć raz
nie powinnaś się zachowywać jak suka względem swojej własnej córki, do cholery!
-Dobrze! Niech robi sobie co chce! Tylko niech nie liczy
na moją pomoc, kiedy ten chłopak złamie jej serce i zostawi samą! Bo ja ją
ostrzegałam.
-A żebyś wiedziała, że nie będę! Jak możesz tak mówić?
Zawsze mi się wydawało, że matki powinny wspierać, a nie mieszać z błotem każdą
moją decyzję! – wykrzyczałam, po czym założyłam buty, w biegu złapałam kurtkę i
wybiegłam z domu. Przed drzwiami wpadłam na Luke’a, który aktualnie wchodził do
domu.
-Hej, mała, co się dzieje? – zapytał, łapiąc mnie za
ramiona, zagradzając tym samym drogę.
-Nic. Po prostu matce znowu nie podobają się moje
decyzje. – warknęłam.
-Co tym razem?
-Zobaczyli mnie z Niall. Opowiadałam ci o nim. –
przytaknął ruchem głowy – Siedział u mnie w pokoju, kiedy oni wrócili z
zakupów. Udawała opanowaną, a kiedy Niall wyszedł zaczęła się drzeć, że on się jej
nie podoba i, że jak chcę się z nim spotykać, to mogę się wyprowadzić.
-Serio tak powiedziała? – zapytał zdumiony.
-Nie dosłownie, ale chyba to chciała przekazać mówiąc „Nie
mam prawa decydować o tym co robię, dopóki mieszkam z nią pod jednym dachem”.
-Ja pierdolę, Amy, tak mi przykro. – przytulił mnie mocno
do siebie. – Nie spodziewałem się , że może posunąć się aż tak daleko.
-A jednak – powiedziałam, a z moich oczu popłynęły łzy
bezradności.
_________________________________________
Cześć, kochani! Jak mija Wam ten piękny weekend? Mnie jak na razie spokojnie, ale nie wiem czy znajdę czas na spanie w tym tygodniu, mam tyle rzeczy do zaliczenia, że masakra... Ale czego się nie robi, żeby mieć jak najlepsze oceny, żeby potem mieć dużo punktów przy rekrutacji, prawda?
W wasze ręce oddaję rozdział 12 i jak zawsze mam nadzieję, że będzie się podobał :)
Zajebisty <3 :-*
OdpowiedzUsuńOj, bo się zrumienię :P Dziękuję :*
UsuńDziękuję :*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle jazda z tą matką. Ja bym takiej w życiu nie chciała, ale rodziny się nie wybiera. Poza tym zajebisty rozdział, jak zawsze. Czekam na następny i zapraszam do siebie http://you-drive-mecrazy.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńLoffciam <333
Szczerze? Ja też nie:P Ale musi się coś dziać prawda? Dziękuję ;)
UsuńŚwietnie!
OdpowiedzUsuńOby tak dalej i lepiej.
Uwielbiam twojego bloga.
Zawsze lubiłam, że One Direction istnieje i Niall jest grzeczny ale ten blog mnie przekonał, że Niall nie jest taki też są spoko i nawet mogą być lepsze.
Obserwuję i zapraszam do siebie:
just-love-me-chachi.blogspot.com